Producenci laptopów zjedzą własny ogon
Producenci laptopów z wyjątkiem Apple prześcigają się w coraz to tańszych laptopach. Nie wiem czy to już jedyna metoda na sprzedaż czegokolwiek. Wyprodukować g…o i opchnąć w jak najniższej cenie.
Ostatnio natknąłem się na laptop MSI za niecały tysiąc złotych . Oglądając go doszedłem do wniosku, że na wysypisku nie było już chyba gorszego plastiku, a parametry sprzętowe jakie miały podzespoły odpowiadały wydajnością chyba czasom, w których królował P4 intela. Przecież to było wiele lat wstecz.
Zadałem sobie jeszcze jedno ważne pytanie – Ile tak naprawdę kosztuje produkcja elektroniki. Jeżeli weźmiemy koszty transportu, logistyki, dystrybucji, magazynowania, serwisu gwarancyjnego, które przecież nie są małe, to czy jest tu gdzieś jeszcze miejsce na zarobek dla producenta. Może oni są już w końcówce konkurencji i powoli zaczną się przejęcia jak to miało miejsce na rynku np. dysków twardych gdzie obecnie pozostał właściwie Seagate i WD. Może taka sytuacja odświeżyłaby trochę to co jest nam sprzedawane. A może wreszcie laptop starczyłby na 4 czy 5 lat a nie na rok do dwóch.
Tak, tak. Kupując dziś to co jest dostępne na rynku musimy się liczyć z wizytą w autoryzowanym serwisie laptopów i jest to wpisane w panujący trend. Awaryjność rzędu ułamków procenta tak jak to było w latach 90 poprzedniego stulecia to już przeszłość. Jeśli mamy to szczęście i nasz laptop przetrwa okres gwarancji to naprawa w pogwarancyjnym serwisie jest już tylko kwestią czasu. Nie ma szans żeby nas to ominęło.
Czyżby producenci laptopów, komputerów i innych składników IT doszli już do skraju możliwości rozwojowych i zamiast zmusić nas do wydania pieniędzy na nowy sprzęt prawdziwą nowością, wciskają nam szajs, który ma się po prostu zepsuć, aby biznes się kręcił. Wszystko wygląda na to, że tak właśnie jest.
